| | | | Inne produkty z tej samej kategorii | | | | |
Recenzja naszych ekspertów Kryminał jak narkotyk Tomasz Rabsztyn, AudioBook.pl
|
|
Autor: |
Arthur Conan Doyle
|
| Tytuł: |
Znak czterech
|
| Czyta: |
Janusz Zadura
|
| Czas: |
6 godz. 6 min. |
| Nośnik: |
1CD - MP3
|
Posłuchaj fragmentu |
Wydawca: |
Biblioteka Akustyczna |
,,Znak czterech", druga część przygód Sherlocka Holmesa, zaczyna się sceną wstrzykiwania kokainy. Holmes śmiało eksperymentuje z narkotykami -- nie tylko dlatego, że na pewien czas wpływają one na umysł niezwykle ,,podniecająco i rozjaśniająco", lecz przede wszystkim zwyczajne z nudów. Kiedy nie ma do rozwiązania żadnej sprawy, sięga po używki, by w ten sposób zapewnić sobie inne doznania.
Już ten pierwszy obrazek uzupełnia nam portret detektywa nakreślony w ,,Studium w szkarłacie". Jeszcze dobitniej wskazuje, że Holmes jest wręcz uzależniony od kryminalnych zagadek; rozwiązuje je dla samego tylko rozwiązywania. W zasadzie nie tyle jest nawet najsłynniejszym detektywem świata -- choć w poprzedniej recenzji sam go tak, poniekąd błędnie, nazwałem -- ile raczej jedynym na świecie detektywem-doradcą. Najczęściej za swoje usługi nie bierze żadnego wynagrodzenia, sława także nie staje się jego udziałem, gdyż właściwie cały splendor z rozwikłania zagadki spada na policję, która notabene nie szanuje go tak, jak Holmes na to zasługuje.
Prawdę o dokonaniach Sherlocka stara się natomiast przekazać jego współlokator i przyjaciel, doktor Watson, opisujący ich wspólne przygody. Doyle inteligentnie bawi się z własną twórczością, wkładając na przykład w usta Holmesa krytykę ,,Studium w szkarłacie", które jego zdaniem za bardzo jest zabarwione romantyzmem, co daje ,,efekt taki, jakby próbowało się włączyć w piąty aksjomat Euklidesa jakąś przygodę miłosną czy ucieczkę młodej dziewczyny z kochankiem". Zarzuty te -- choć absolutnie nie wpływają na ocenę pierwszego opowiadania o Holmesie, będącego przecież kamieniem milowym w historii kryminału -- rzeczywiście nie są jednak bezpodstawne. W pierwszej części serii o Sherlocku po rozwiązaniu sprawy następował długi opis wcześniejszych losów mordercy i ofiary, na tyle długi, że zaczynał już przypominać osobne opowiadanie. To jednak, co w ,,Studium w szkarłacie" rzeczywiście nie było jeszcze doskonałe, w ,,Znaku czterech" Doyle nie tylko dowcipnie sam sobie wytyka, lecz w dodatku umiejętnie poprawia.
Końcowa, dość szczegółowa relacja przestępcy także się zatem tutaj pojawia, podana jest jednak w o wiele bardziej przystępny sposób, sam przestępca jest zaś postacią moralnie ambiwalentną, a tym samym o wiele ciekawszą od ogarniętego obsesyjnym pragnieniem zemsty, lecz w gruncie rzeczy szlachetnego i honorowego mordercy ze ,,Studium w szkarłacie". Bardziej interesująca jest również zagadka, która non stop zaskakuje nas nowymi motywami: piękną nieznajomą proszącą o pomoc, ukrytym skarbem, zatrutą strzałą, niebezpiecznymi dzikimi, kuternogą. A wszystko to ma miejsce w Londynie, kryjącym za swą mgłą prawdziwie egzotyczne tajemnice. Szafarz romantycznych motywów jest tu o wiele bogatszy niż w ,,Studium w szkarłacie", tymczasem Holmes -- który sam romantykiem z pewnością nie jest -- podchodzi do nowej, ekscytującej sprawy wprawdzie z wielkim entuzjazmem i zapałem, lecz także i chłodnym pragmatyzmem.
Szybsze jest także tempo akcji: Sherlock Holmes i doktor Watson nie tylko siedzą w pokoju, teoretyzując, lecz niejednokrotnie narażają swoje życie i nieustannie depczą złoczyńcom po piętach. Ścigają ich pieszo, z pomocą gończego psa, ścigają ich też superszybką motorówką. Reasumując -- wszystkie te elementy, które zadecydowały o sukcesie pierwszego opowiadania o Holmesie, w ,,Znaku czterech" zostały nie tylko zgrabnie pociągnięte, lecz wręcz doprowadzone do perfekcji, w konsekwencji czego książka ani na chwilę nie pozwala się od siebie oderwać, rzeczywiście wciągając jak narkotyk.
O wiele większe pole do popisu, niż przy ,,Studium w szkarłacie", ma teraz lektor Janusz Zadura, chociażby z tego powodu, że drugi tekst o przygodach Holmesa daje więcej możliwości budowania napięcia. Bardziej wymagające są poza tym same postacie, chociażby pan Sholto -- wyrafinowany, ,,przegięty", być może homoseksualny pasjonat sztuki -- czy były więzień Small -- człowiek szorstki i łatwo wpadający w złość. Interpretacja wszystkich bohaterów w wykonaniu Zadury jest świetna i przynosi mnóstwo dodatkowej satysfakcji.
| Fabuła |
5 |
| Interpretacja |
5 |
| Efekty specjalne |
|
| Grafika i estetyka opakowania |
4 |
| Jakość techniczna nagrania |
5 |
| Ogólne wrażenie |
5 |
Dodaj recenzję |