o Pewność to nuda, a nuda to śmierć
Tomasz Rabsztyn, AudioBook.pl
|
|
Autor: |
Janusz Głowacki
|
| Tytuł: |
,,Good night, Dżerzi" |
| Czyta: |
Krzysztof Globisz
|
| Czas: |
9 godz. 38 min
|
| Nośnik: |
1 CD MP3 |
|
Wydawca: |
Świat Książki
|
|
Posłuchaj fragmentu
|
Good night, Dżerzi próbuje zmierzyć się z fenomenem, którym niewątpliwie był Jerzy Kosiński. O autorze Malowanego ptaka napisano i powiedziano już w zasadzie wszystko, dlatego niewiele można dodać. Sam Kosiński wzbudzał, nadal wzbudza i pewnie wzbudzać będzie skrajne emocje, od uwielbienia do nienawiści, tak samo dzieje się, rzecz jasna, z jego dziełami. O ile jednak skrajne oceny są nieodłącznym elementem życia i twórczości każdego mniej lub bardziej kontrowersyjnego artysty, o tyle w tym konkretnym przypadku dochodziły jeszcze inne kwestie: oskarżenia o plagiat, o notoryczne kłamstwa - zarówno w powieściach, jak i wywiadach czy rozmowach prywatnych - a nawet o nienapisanie własnych książek.
Dla jednych pozostawał geniuszem, dla drugich grafomanem i zarazem hochsztaplerem. Jeśli jednak rzeczywiście był hochsztaplerem, to przecież hochsztaplerem również w pewnym sensie genialnym. Nie opowiadając się teraz po żadnej ze stron, stwierdzić można z pewnością jedno, to mianowicie, co zostało wspomniane już na samym początku recenzji: tak czy inaczej - mamy do czynienia z fenomenem.
Janusz Głowacki doskonale ukazuje atmosferę, jaka panowała wokół artysty. Świetnie wie, o czym pisze, sam przecież jest twórcą, któremu udało się zaistnieć w Nowym Jorku - odniósł w Ameryce liczne sukcesy, choć nie były to jednak sukcesy tak spektakularne, jak w przypadku autora Wystarczy być. Inna sprawa, że i tak sukcesy te nie zawsze przekładają się na należny mu szacunek. O ile jednak Głowacki wywalczoną pozycję utrzymał i nic na szczęście nie wskazuje, by miało się to zmienić, o tyle Kosiński poniósł druzgoczącą klęskę, choć może nie do końca. Trudno w tym temacie tak naprawdę postawić jakąkolwiek pewną, jednoznaczną tezę.
Głowacki zdaje sobie z tego sprawę, zatem jedynie spekuluje, a może raczej - opisuje. Przedstawia po prostu zdarzenia, w których Kosiński brał udział lub takie, w których potencjalnie mógł brać udział. W dodatku pisarz, choć pozostaje głównym - zresztą i tytułowym - bohaterem powieści, wcale nie wysuwa się w niej na plan pierwszy. Więcej tutaj biografii innych postaci, które opowiadają o nim zawsze przez pryzmat swoich własnych losów, a i ich przeżycia wzbogacane są co rusz przez różnego rodzaju wizje, głównie sny. Good night, Dżerzi zyskuje na tym klimat nie tyle może oniryczny, ile klimat tajemnicy i niedopowiedzenia. Równocześnie zaś staje się dziełem, które próbuje zrozumieć nie tylko artystę Jerzego Kosińskiego, lecz także samą ludzką duszę, istotę człowieczeństwa czy historię i jej wpływ na pojedynczą jednostkę.
Ci, którzy szukają w książce Głowackiego konkretnych odpowiedzi, poczują się zawiedzeni, bowiem odpowiedzi nie znajdą tutaj żadnych. Autor doskonale jednak wie, że literatura polega chyba nie tyle na podawaniu odpowiedzi, ile na stawianiu właściwych pytań, które Głowacki zadaje doskonale. Porusza w zasadzie wszystkie możliwe wątki związane z życiem Jerzego Kosińskiego: jego obsesję na temat Holokaustu, seksualne wyuzdanie, kabotyństwo, inteligencję oraz dowcip, niezwykłą wiedzę na temat sztuki i kultury, egotyzm, mizoginizm. Celowo nie oddzielam cech pozytywnych od negatywnych, bowiem autor Z głowy także tego nie czyni. Wychodzi chyba z założenia, że prawda jest relatywna, wynika z punktu widzenia, że z pewnością niełatwo do niej dotrzeć.
Taki wniosek byłby oczywiście banałem, tyle że wzbogacony jest tutaj o coś jeszcze - o sugestię, że być może wcale nie warto prawdy odkrywać. Znamienne są słowa, które Dżerzi wypowiada w pewnym momencie do Klausa: ,,A po co pan chce wiedzieć? Pewność to nuda, a nuda to śmierć. Niepewność jest cudowna (...). Ja tylko w chwilach niepewności umiem coś napisać". Oczywiście, nie sugeruję, by było tak, że Janusz Głowacki również tylko w chwilach niepewności potrafi coś napisać, twierdzę natomiast, że gdyby nie niepewność tak wszechobecna w jego nowej książce, nie mielibyśmy do czynienia z dziełem równie udanym. Z dziełem niepokojącym, miejscami odpychającym, miejscami do głębi poruszającym, czasem smutnym, a czasem zabawnym - z dziełem, w którym dialogi inteligentne i wyrafinowane przeplatają się z tekstami prostymi i wulgarnymi. Dzieło to jest takie, jak pisarz, o którym traktuje.
Krzysztof Globisz, wybitny aktor, daje z siebie wszystko, by ten prawdziwie żywy tekst oddać w równie żywiołowy sposób, ze wszystkimi możliwymi niuansami zawartymi w kwestiach poszczególnych bohaterów. Co rusz zmienia ton, doskonale naśladuje akcent konkretnej postaci. Tak bardzo się stara, że miejscami może nawet przesadza, zwłaszcza wtedy, kiedy przedrzeźnia akcent żydowski, w dodatku w jego krzykliwej odmianie. W paru fragmentach za bardzo zahacza to nie tyle o parodię, ile o wygłupy - co zresztą nie byłoby minusem, gdyby nie fakt, że niektóre kwestie trudno zrozumieć. Ale to tylko drobny minus, jeśli aktor rzeczywiście ,,przeszarżował", to zaledwie w paru, parunastu minutach - na tle prawie dziesięciogodzinnej, świetnej, starannej i naprawdę ekspresyjnej interpretacji, nie jest to przecież duży minus. Co więcej, sam Kosiński z podobnego przeszarżowania prawdopodobnie byłby zadowolony.
| Fabuła |
4+ |
| Interpretacja |
4+ |
| Efekty specjalne |
4+ |
| Grafika i estetyka opakowania |
4+ |
| Jakość techniczna nagrania |
4+ |
| Ogólne wrażenie |
4+ |