o Z pamiętnika polskiego lotnika
Robert Skrzydło, AudioBook.pl
 |
Autor: |
Bogdan Arct
|
| Tytuł: |
,,Niebo w ogniu"
|
| Czyta: |
Włodzimierz Press
|
| Czas: |
12 godz. 18 min |
| Nośnik: |
1 CD MP3 |
|
Wydawca: |
Story Box |
|
Posłuchaj fragmentu
|
Doprawdy jest coś niezwykłego i zaskakującego w tym, że tylu świetnych polskich lotników, walczących na frontach II wojny światowej, okazało się po latach równie dobrymi i płodnymi pisarzami, jak choćby Witold Urbanowicz czy Wacław Król. Najwidoczniej perspektywa podniebnych przestworzy służy rozwijaniu wyobraźni, trudno bowiem uwierzyć, by był to tylko przypadek... Jednym z takich utalentowanych literacko asów lotnictwa jest Bohdan Arct, którego powieść Niebo w ogniu ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa Story Box.
Jest to opowieść o perypetiach młodego polskiego pilota, służącego dla RAF-u na froncie zachodnim, potem zaś w Afryce Północnej. Opowieść to barwna i co najważniejsze - autentyczna, bowiem żołnierzem był sam autor. Robią wrażenie opisy walk powietrznych z samolotami Luftwaffe ponad bezkresnymi ziemiami północnej Europy, gorącymi piaskami afrykańskiej pustyni czy wodami Morza Północnego i kanału La Manche, ale jeszcze bardziej interesujące zdaje się to wszystko, co dzieje się pomiędzy bitwami: relacje z obozowych kasyn, z kantyn i baraków na lotniskach oraz z rozmów pilotów oczekujących na swój lot czy na najnowsze wieści z frontu. Jednym słowem: codzienne życie żołnierzy.
Ostatnia część książki, bodaj najbardziej niezwykła i najcenniejsza z punkty widzenia historyka, to opis kilkunastomiesięcznego pobytu w niemieckiej niewoli, z której dowiadujemy się, jak obchodzono się z jeńcami, jakie były warunki w obozach i jak wyglądało wyzwalanie ich przez aliantów.
Mimo całej dramaturgii przedstawionych wydarzeń słuchanie jest z początku bardzo nużące. To wina języka: przedwojennej prozy pełnej epitetów i porównań, który już dawno temu wyszedł z literackiego użycia, co więcej - obfituje w słowa wyjęte wprost z lotniczego dialektu, często niezrozumiałe, z mnóstwem anglicyzmów. Dlatego tak trudno się przyzwyczaić, później jednak, gdy się osłuchujemy, tekst zaczyna nas wciągać i coraz trudniej się odeń oderwać. Dlatego warto w tym miejscu przestrzec przed nazbyt szybkim zniechęceniem, które może spotęgować rozmiar całości - to aż 12 godzin słuchania.
Włodzimierz Press, który wcielił się w rolę lektora, przygotował się do tego zadania nadzwyczaj sprawnie, w iście aktorskim stylu, i nie chodzi tu wcale o dykcję, która jest oczywiście nienaganna, ale raczej o barwę głosu, która przywodzi na myśl żołnierskie polecania i rozkazy. Głos stanowczy, twardy, przy tym spokojny i poważny. Tworzy to bardzo udaną atmosferę, jeśli wolno mi tak powiedzieć, która potęguje niemal namacalną iluzję bliskości opisywanych wydarzeń i osób.
| Fabuła |
4 |
| Interpretacja |
5
|
| Efekty specjalne |
|
| Grafika i estetyka opakowania |
3 |
| Jakość techniczna nagrania |
4 |
| Ogólne wrażenie |
4 |