|
Wybierz kategorię
KONTAKT
Szybki kontakt:
oraz zamówienia telefoniczne
(32) 785 02 20 lub 781 776 894
w godz: 9-16
Newsletter |
Zapisz się na newsletter!
Wpisz poniżej swój adres e-mail, na który będziemy przesyłać informacje o nowościach i promocjach.
| |
Promocje
|
|
|
| | | | Inne produkty z tej samej kategorii | | | | |
Recenzja naszych ekspertów Ogólne naśladowanie Tomasz Rabsztyn, AudioBook.pl
 |
Autor: |
Marek Krajewski, Mariusz Czubaj |
| Tytuł: |
"Róże cmentarne" |
| Czyta: |
Jarosław Rabenda |
| Czas: |
8 godz. 10 min |
| Nośnik: |
1 CD MP3 |
| |
Wydawca: |
Biblioteka Akustyczna |
|
Posłuchaj fragmentu
|
Pierwszym uczuciem, jakie z pewnością może towarzyszyć odbiorcy przy słuchaniu najnowszej powieści Marka Krajewskiego i Mariusza Czubaja, jest irytacja. Od razu trzeba zaznaczyć, że nie ma w tym specjalnie winy Jarosława Rabendy, który stara się, jak może, by na przykład budować napięcie tam, gdzie napięcia wcale nie ma. Stara się też wprowadzić jakąś dynamikę do dialogów, te jednak napisane są tak, że nie dają mu specjalnie wyboru -- i w praktyce Rabenda używa dwóch tonów: albo ciut przesadnie zaznacza wkurzenie rozmówcy, albo beznamiętnym tonem przytacza ponure, mrukliwe kwestie Patera. Jedno i drugie po jakimś czasie także irytuje.
Irytacja jest chyba po prostu głównym bohaterem tak Róż cmentarnych, jak i poprzedniej książki duetu o nadkomisarzu Jarosławie Paterze, Alei samobójców, a także i tej, w której głównym bohaterem jest Rudolf Heinz, i którą Czubaj napisał sam, mianowicie 21:37. Tak naprawdę we wszystkich mamy do czynienia z wciąż tym samym, dość banalnym śledczym, którego autorzy poskładali z różnych typów z powieści kryminalnych. Oczywiście, pewna schematyczność jest w tym gatunku nie do uniknięcia, czasem bywa zresztą pożądana. Sam Krajewski w swoim cyklu o Mocku i Breslau stworzył jednak postać całkiem ciekawą, moralnie ambiwalentną. Co więcej, świetnie odtworzył klimat przedwojennego Wrocławia, zaś swoje wykształcenie -- m.in. filologa klasycznego -- wykorzystał w miarę interesujący sposób, a już z pewnością o wiele bardziej interesujący, niż w duecie z Czubajem.
Jedyną bowiem wyrazistą cechą, jaką posiada Pater, pozostaje wspomniana już zdolność do odczuwania ciągłej irytacji, czy może raczej frustracji. Patera denerwuje wszystko dookoła, na tyle mocno, że taki na przykład Adaś Miałczyński, bohater filmów Marka Koterskiego, jest przy nadkomisarzu oazą spokoju i przykładem postawy afirmacji świata. Co gorsza, Pater nie posiada bynajmniej ani inteligencji, ani też dowcipu Miałczyńskiego, jego spostrzeżenia bywają żenująco wręcz trywialne, tak samo jak trywialne bywają zresztą jego pełne patosu myśli. Pater jest typem starego idealisty, kochającym piłkę nożną, rockową muzykę i niepotrafiącym przystosować się do współczesnego świata. Jest także, rzecz jasna, typowym ,,psem policyjnym", który pozwoli, by rozpadła się jego rodzina, ale przestępcę dopadnie. Tyle że Pater ma o wiele gorzej niż przeciętni policjanci rozwalający swe rodziny, Pater jest bowiem postacią tragiczną -- doprowadził do zniszczenia swego małżeństwa dlatego, że nie rozmawiał z żoną przez telefon. Nie rozmawiał z żoną z tego zaś powodu, że prowadził śledztwo dotyczące morderstwa nastolatek w Jelitkowie, które to zresztą śledztwo zupełnie sknocił. A dlaczego sknocił? Bo zamiast porządnie przesłuchiwać świadków, rozmawiał z żoną przez telefon.
Pater cały jest zresztą złożony z takich dysonansów -- jest świetnym, doświadczonym śledczym, niemniej warto mu od czasu do czasu przypomnieć, że zwracanie wszystkim uwagi na błędy językowe nie przyniesie mu ani sympatii nowych współpracowników, ani zaufania świadków. Jest mężczyzną doskonale znającym realia przestępczego świata, który na przykład nie tylko zawodowo obcuje z prostytutkami, ale także korzysta z ich usług -- co jednak nie przeszkadza mu być równocześnie zawstydzonym ,,nastolatkiem", pierwszy raz w życiu kupującym na stacji benzynowej prezerwatywy.
Swoje frustracje Pater zdaje się rozładowywać podczas rozmów z bandytami. I o ile mogę jeszcze zrozumieć scenę brutalnego przesłuchiwania podejrzanego na kutrze, o tyle dziwne się wydaje, że policjanci nawet plażowiczów -- dodajmy, że na przykład nierozpoznających przedstawicieli władzy -- przeważnie przygważdżają kolanem do ziemi. Ale i to byłoby znośne, gdyby Pater faktycznie choć trochę przypominał bohatera filmu Zły porucznik Abla Ferrary, do którego zresztą w pewnym momencie autor nawiązuje. Pater nie jest jednak bynajmniej zepsutym, skorumpowanym, ćpającym policjantem (a szkoda, że takie sprawy nie zostały specjalnie poruszone w tej ,,mocnej" przecież książce), tylko wkurzonym ,,harcerzem", który mści się za zniszczenie małżeństwa. Mści się na naśladowcy tamtej zbrodni, a rozwiązując sprawę, sam przy okazji naśladuje siebie, dążąc do zniszczenia nowego związku z niejaką Joanna, która w swych humorach naśladuje z kolei byłą żonę Patera. I tak ciągnie się owo błędne koło, aż wreszcie do tego wszystkiego w tle zaczyna pobrzmiewać -- skądinąd całkiem dobry -- utwór Formacji Nieżywych Schabuff, Klub Wesołego Szampana, ze słowami ,,a gdybym był młotkowym, w fabryce z młotkiem szalał, to co byś powiedziała, czy coś byś przeciw miała?" Wtedy chce się powiedzieć, że i owszem, sporo jest przeciw. A jeśli udziela się tu jakiś klimat, jest nim chyba klimat frustracji. I właśnie dzięki niemu razem z nadkomisarzem Paterem próbujemy rozwiązać sprawę, odliczając z niepokojem te sześćdziesiąt parę -- przeważnie kilku lub kilkunastominutowych -- rozdziałów i trzymając kciuki, by wreszcie mordercę dopadł i mógł odpocząć. A my wraz z nim.
| Fabuła |
2 |
| Interpretacja |
3 |
| Efekty specjalne |
brak |
| Grafika i estetyka opakowania |
3 |
| Jakość techniczna nagrania |
4 |
| Ogólne wrażenie |
3 |
Dodaj recenzję |
|