|
Wybierz kategorię
KONTAKT
Szybki kontakt:
oraz zamówienia telefoniczne
(32) 785 02 20 lub 781 776 894
w godz: 9-16
Newsletter |
Zapisz się na newsletter!
Wpisz poniżej swój adres e-mail, na który będziemy przesyłać informacje o nowościach i promocjach.
| |
Promocje
|
|
|
| | | | Inne produkty z tej samej kategorii | | | | |
Recenzja naszych ekspertów Morderca bez twarzy i policjant z twarzą Tomasz Rabsztyn, AudioBook.pl
|
|
Autor: |
Henning Mankell
|
| Tytuł: |
,,Morderca bez twarzy" |
| Czyta: |
Marcin Popczyński
|
| Czas: |
9 godz. 18 min
|
| Nośnik: |
1 CD MP3
|
|
Wydawca: |
Biblioteka Akustyczna
|
|
Posłuchaj fragmentu
|
Pierwsze wrażenie, jakie towarzyszy słuchaniu Mordercy bez twarzy Henninga Mankella, może być dla dalszego odbioru książki bardzo mylące. Zarówno sam tytuł powieści, jaki i początkowy, drastyczny opis makabrycznej zbrodni -- niezwykłe okrucieństwo tej ostatniej podkreślane jest dodatkowo przez policjantów, którzy utrzymują, iż nigdy wcześniej czegoś podobnego nie widzieli -- przywodzić może na myśl jeden z wielu brutalnych, zazwyczaj mało sensownych kryminałów, jakich ostatnio coraz więcej na rynku wydawniczym. Również postać głównego bohatera, Kurta Wallandera, w pierwszej chwili może rozczarować. Komisarz standardowo ma problemy tak z dorastającą córką, jak i z żoną, z którą właśnie się rozwodzi -- rzecz jasna, w przypływie złości Kurt musiał swoją byłą partnerkę uderzyć. Nie może się on także dogadać z popadającym w sklerozę ojcem, zupełnie nieinteresującym się życiem zawodowym syna, a po części nawet nim gardzącym.
Co więcej, Wallander boryka się klasycznymi kłopotami w pracy: na komisariacie brakuje pieniędzy, zdarzają się przecieki do prasy, non stop trzeba się też użerać tak z -- kompletnie nierozumiejącymi problemów policji -- politykami, jak i dziennikarzami: tych ostatnich interesuje jedynie pogoń za newsem, nie zaś rzetelne podawanie sprawdzonych, zweryfikowanych informacji.
Przedstawione kwestie nasuwają pewne paradoksy, charakterystyczne w zasadzie dla większości pozycji z tego gatunku. Przykładowo, autor kryminału przy tworzeniu portretu psychologicznego swego bohatera z reguły ma dwa wyjścia: albo może nakreślić realistyczną postać typowego, twardego policjanta, narażając się właśnie na popadanie w schematy, albo zagrać z konwencją -- narażając się z kolei na utratę wiarygodności opowiadanej historii. Identycznie sytuacja wygląda w przypadku ukazywania problemów samej policji: czasem można odnieść wrażenie, że obojętnie w jakim miejscu świata akcja danego kryminału by się nie rozgrywała, wszędzie jest tak samo. Wobec takich ograniczeń jedyną alternatywą dla autora pozostaje stworzenie dzieła, które -- przy pewnym niezbędnym poddaniu się konwencji -- zachowa jednak swój indywidualny rys, ukaże koloryt lokalny opisywanego miejsca. Ta sztuka udaje się jedynie najlepszym, udała się i Mankellowi.
Przez pierwszą warstwę z pozoru wtórnej fabuły Mordercy bez twarzy powoli przebija bowiem to, co w serii o Wallanderze unikalne: przede wszystkim sylwetka śledczego nakreślona jest z takim pietyzmem i z takim psychologicznym zacięciem, iż szybko orientujemy się, że mamy do czynienia z bohaterem zupełnie oryginalnym, którego problemy z rodziną -- a także próby ich rozwiązywania -- są charakterystyczne nie tyle dla twardego policjanta, ile dla zwykłego, przeciętnego faceta. Komisarz potrafi się wprawdzie niespodziewanie wkurzyć czy upić, potrafi jednak także nagle się rozpłakać czy też cierpieć na rozstrój żołądka na skutek szybkiego spożycia pokarmu. Wszystko to autentyczności nie tylko mu nie odbiera, ile wręcz jej dodaje. Parafrazując tytuł książki, można powiedzieć, że Wallander -- w przeciwieństwie do mordercy -- posiada własną, wyrazistą twarz.
Podobnie rzecz się ma z prowadzonym śledztwem. Reakcja na makabryczną, dokonaną na małżeństwie starych rolników zbrodnię okazuje się nie tyle -- zgrabnym, lecz wyświechtanym -- literackim chwytem mającym budować napięcie, ile rzeczywistym ukazaniem zachowania ludzi, którzy faktycznie nigdy wcześniej z podobnym morderstwem się nie zetknęli. Mieszkańcy prowincji Skania wiedli przecież dotąd raczej spokojne życie: Kurt wielokrotnie zauważa, że jego małe miasteczko Ystad dopiero teraz staje się naprawdę niebezpieczne, upodabnia się do olbrzymich metropolii -- chociażby Sztokholmu -- gdzie zabójstwa, gwałty i rozboje zdarzają się na porządku dziennym, w dużej mierze z powodu handlu narkotykami. W tym narzekaniu na teraźniejszość czy też pewnego rodzaju nieuodpornieniu na wyjątkowo drastyczne sprawy, Wallander kojarzyć się może trochę ze stróżami prawa z filmów braci Coen, z Fargo czy z To nie jest kraj dla starych ludzi. O ile jednak w tych ostatnich obrazach małomiasteczkowy spokój czy nostalgia za starymi czasami wykorzystane były bardzo przewrotnie, o tyle Mankell bez ironii zdaje się dostrzegać i zaznaczać rzeczywiste przyczyny zwiększającej się przestępczości. Potwierdzają to kolejne tytuły z serii, zawsze traktujące o konkretnych problemach społecznych.
Właśnie umiejętne przedstawienie socjologicznych aspektów pracy policjantów stanowi między innymi o wartości prozy Mankella. Jego książki są zatem o tyle wyjątkowe, o ile wyjątkowa jest sama specyfika procedury panującej w szwedzkiej policji: Wallander -- w przeciwieństwie do większości bohaterów kryminałów -- nie wymachuje non stop bronią, zazwyczaj jej zresztą nie nosi, raczej przestrzega zasad (i to z pozoru tak banalnych, jak zwykłe ograniczenia prędkości na drogach), a kiedy zostaje przez swoich podwładnych nakryty na jeździe pod wpływem alkoholu, jest mile zaskoczony faktem, że ci na niego nie donoszą. Kiedy natomiast w mieście wybuchają rasistowskie zamieszki i policjanci zdają sobie sprawę, że za taki stan rzeczy po części faktycznie odpowiadają nielegalni imigranci, nie wymieniają na ten temat sądów nawet między sobą, by przypadkiem i ich nie posądzono o rasizm. Trzymanie się zasad i polityczna poprawność są tutaj widoczne na każdym kroku.
Detektywi w Mordercy bez twarzy nie uczestniczą w spektakularnych akcjach, tylko mozolnie prowadzą swoje śledztwo, nierzadko w biurze, za pomocą telefonów. Skupienie się na tym aspekcie działań policji wcale nie odbiera jednak książce napięcia -- przeciwnie, można wręcz nabrać pewności, że Mankell nawet o samej tylko pracy biurowej potrafiłby pisać tak, by wywoływać w czytelniku/słuchaczu nieustanny dreszczyk emocji.
Emocje te bardzo dobrze potrafi podtrzymać również lektor, Marcin Popczyński. Jego interpretacja nie jest wprawdzie jakoś specjalnie porywająca, na pewno jednak pozostaje jak najbardziej poprawna i rzetelna. W połączeniu z bardzo dobrym tekstem Mankella zapewnia słuchaczom prawie dziesięć godzin naprawdę ambitnej rozrywki.
| Fabuła |
4+ |
| Interpretacja |
4 |
| Efekty specjalne |
|
| Grafika i estetyka opakowania |
5 |
| Jakość techniczna nagrania |
4+ |
| Ogólne wrażenie |
4+ |
Recenzje naszych klientów
|
Autor: Jerzy K. |
Ocena:    |
Data dodania: 2009-03-14 |
|
Klimat jak to u Mankella -
charakterystyczny, autor
metodycznie dozuje nam
wrażenia. Moim zdaniem pozycja
nieco słabsza niż późniejsze:
'Mężczyzna, który.., Psy z
Rygi', ale jak najbardziej
godna polecenia.
Nie bardzo mi pasował głos
Marcina Popczyńskiego, coś
odwracało uwagę od słuchania w
jego wykonaniu, ale z czasem
można się przyzwyczaić. |
|
| Dodaj recenzję |
|
|