Jacuś we własnej osobie. ,,Lala" Jacka Dehnela
I już bez zbędnych wywodów znamy odpowiedź na pytanie, jak to się stało, że Dehnel tak rewelacyjnie przeczytał swoją książkę. Powstała ona dzięki opowieści (autor w jednym z wywiadów podkreśla, że niczego nie zmyślił, wszystko co się w niej znajduje usłyszał od swojej babci, Heleny Bienieckiej - tytułowej Lali) i dzięki współczesnej formie przekazu, jaką jest audiobook, może do tej opowieści wrócić. Tym razem nie opowiada już babcia, lecz Jacuś we własnej osobie. Podobnie zresztą jak w samej książce, od któregoś momentu Jacuś musi dopowiadać za babcię. Lala umiera, coraz bardziej dziecinnieje, więc jej opowieść się rwie, a pamięć zawodzi.
Sama fabuła może nie jest zbyt interesująca, wszystko to gdzieś już było. Jak napisał Dariusz Nowacki: "Dworki, majątki, narodziny i upadki fortun, zagraniczne podróże, międzynarodowe koneksje, rodowe srebra, arystokratyczne pretensje, ekscentryczne stryjenki, mezalianse, wujowie dziwacy lub hazardziści - wszystko to znamy z książek lub skądinąd. Nawet to, że w malownicze scenki z życia "lepszych sfer" raz po raz wdzierają się dziejowe kataklizmy, rewolucje i wojny światowe, nie zmienia charakteru Dehnelowej opowieści o minionym świecie. To powtórzenie, stereotyp, typowość. Ot, 'Polskie drogi" numer któryś tam.'" Trudno się z tym nie zgodzić. Ale przecież po to jest opowieść, żeby "cieszyć ucho księcia i kmiecia opowieściami o ..." Ciekawe jednak jest to, że te wszystkie dworki, majątki, narodziny... nie są wcale tak ważne. Zadziwiająca jest swoboda z jaką babcia godzi się na ich zniknięcie. Okazuje się, że w obliczu śmierci dużo ważniejsza jest narracja i pamięć. Dopóki babcia opowiada, dopóki snuje swoją narrację Jacuś nie zadaje sobie pytań o integralność duszy i ciała. Dopiero, gdy zaczyna bić z niej tylko cielesność zaczyna snuć rozważania nad przypisaniem duszy do ciała. Bo w gruncie rzeczy ta książka jest powolnym przygotowywaniem się na śmierć bliskiej osoby. Jest to próba obłaskawienia, tej która musi przyjść, może nawet jej zagadania.
O tej książce napisano już bardzo wiele, wszak rzadko mamy do czynienia z tak ciekawym debiutem. Co chwila pojawiają się nowe głosy i to bardzo skrajne. Od pełnych podziwu, jak w przypadku cytowanego wcześniej Dariusza Nowackiego (Powieść jak ta lala!), po pełne oburzenia (choćby: Comme il faut 2. O prozie i Paszporcie Jacka Dehnela Elizy Szybowicz). Jedno jest pewne - obok tej książki nie można przejść obojętnie, a jej audiobookowa wersja wspaniale uwydatnia wszystko to, co w niej najlepsze.