Na początek kilka słów o samej serii. Nazywam się... to cykl przedstawiający biografie osób, które w sposób szczególny zapisały się w pamięci potomnych. Jak przekonują wydawcy: "w każdej książeczce osoba, która odegrała istotną rolę w historii, nauce, sztuce, kulturze, literaturze bądź historii idei, w przystępny i ciekawy sposób opowiada nam o swoim życiu i dokonaniach, a także czasach, w których żyła."
Szekspir, Mozart, Picasso, Antoine de Saint-Exupéry, Einstein, Matka Teresa z Kalkuty - to m.in. ich biografie mogliśmy już poznać, a w najbliższym czasie ukażą się kolejne: Fryderyka Chopina oraz Marii Curie-Skłodowskiej. Nie mogło wśród tylu znakomitości zabraknąć naszego rodaka.
"Wszyscy znają mnie jako Jana Pawła II. Wiedzą, że mieszkam w Rzymie, na Watykanie, tuż obok sławnej Bazyliki Świętego Piotra. Niektórzy nawet myślą, że w samej bazylice, ale tak naprawdę to mieszkam obok, w dość skromnym mieszkaniu. Mam też własne imię i nazwisko, nazywam się Karol Wojtyła. Pokazywano mnie często w gazetach i telewizji. Starsi pamiętają mnie młodego, młodzież i dzieci już jako starego człowieka z laską lub na fotelu. Ludzie uważają, że jestem kimś bardzo ważnym, ale ja sam o sobie tak nie myślę".
Do napisania i przeczytania biografii zaproszono dominikanina, teologa, prozaika, rekolekcjonistę, a przede wszystkim duszpasterza akademickiego, ojca Jana Górę. Długo by wymieniać jego osiągnięcia. To najsłynniejsze, to oczywiście coroczne Ogólnopolskie Spotkanie Młodzieży LEDNICA 2000. To właśnie tam z jego inicjatywy powstał Dom JPII, o którym tak pisze na swojej stronie internetowej:
"Muszę coś zrobić, czuję taką powinność, aby mojej dzisiejszej młodzieży przekazać wielkość i miłość Tego Świętego Człowieka. Nad Lednicą, tam gdzie Jan Paweł II zawsze towarzyszył gromadzącej się młodzieży, musi powstać jakaś forma pamięci zbiorowej o tym genialnym Człowieku".
Książka Nazywam się... Jan Paweł II na pewno przyczyni się do powstania "jakiejś formy pamięci zbiorowej", tym bardziej, że jest ona skierowana do najmłodszych. O. Jan Góra ma dar trafiania także do nich. Napisana bardzo prostym językiem i - co ważne! - w pierwszej osobie, przeczytana bardzo ciepło. Drażni tylko jedno niedociągnięcie - muzyka. Nie jestem ekspertem, ale coś tu jest nie tak albo z nagraniem, albo z tonacjami instrumentów. Na szczęście to tylko niedociągnięcie.
Ciekawe pozycje potrafią obronić się same, trzeba o nich tylko informować, co niniejszym starałem się uczynić.